Norwegia…wcale nie taka idealna!

Większość osób, które nigdy nie odwiedziły w Norwegii kojarzy ją tylko z piękną naturą, wysokimi zarobkami i  architekturą i słynnym obrazem Krzyk …

Norwegia często opisywana jest jako raj na ziemi. Wszystko ok, ale żeby od razu raj??? Zależy co dla kogo. Dla mnie do raju jej daleko… Sam zachwyt naturą i pięknymi krajobrazami nie pomogą Ci przetrwać w tym kraju. Życie tutaj opiera się na pewnym systemie, do którego trudno się dostać. Jak przekroczysz próg tego systemu, możesz poczuć się dobrze. Możesz zachłysnąć się pierwszą wypłatą , potem drugą i kolejną aż wreszcie  stać Cię na lesze jakościowo życie. Możesz kupić sobie fajne, markowe ubrania, pojechac na wakacje, nie martwisz się o rachunki, jedzenie…ogólniej mówiąc nie żyjesz po to aby przetrwać. To są niewątpliwe plusy życia w Norwegii.

Po jakimś czasie, po kilku latach zdajesz sobie jednak sprawę, że w życiu nie chodzi tyko o pieniądze. Jeśli jesteś sprytny i pracowity masz już samochód, dom/mieszkanie, trochę odłożonych pieniażków na koncie. Nie martwisz się o bieżące wydatki, ale… Zaczynasz borykać się z problemami niższego rzędu, ale które Cię frustrują, denerwują i wkońcu stwierdzasz, że ta bańka iddylicznego szczęścia powoli zaczyna pękać…

Każdy emigrant znajduje w Norwegii coś dla siebie. Dobrego i złego. Jednym odpowiada styl życia Norwegów, poziom edukacji, opieka zdrowotna, polityka socjalna itp. Inni natomiast będą się denerwować, jeśli po raz kolejny muszą iść do lekarza z dzieckiem, bo ostatnim razem na wizycie lekarz nie potrafił stwierdzić co mu dolega… Lub jeśli po raz kolejny nikt nie jest pociągnięty do odpowiedzialności w firmie za szkodę, którą wyrządził… Lub jeszcze inny przypadek, kiedy idziesz do urzędu w celu załatwienia jakiejś sprawy i trafiasz na niekompetentnego współrozmówcę.

Moim zdaniem duży wpływ na Twoje samopoczucie w danym kraju,ma Twoje życie, które prowadziłeś przed wyjazdem zagranicę.

Przykładowo…

…jeśli Twoja droga edukacji  zawsze była pozytywna, miałeś dobre oceny, aspiracje, chciałeś i lubiłeś się uczyć, to Norwegia może rozczarować Cię swoim niskim poziomem edukacji.

…jeśli zawsze miałeś doczynienia z kompetentnymi lekarzami, to przed wizytą w norweskiej placówce musisz zaopatrzyć się w podstawową wiedzę lekarską na temat swojej możliwej choroby.

… jeśli nie miałeś nigdy większych problemów z biurokracją i urzędnikami, przygotuj się na rasistowskie podejście niektórych osób za biurkiem. Czasami prosta sprawa może wydać się niemożliwa do zrealizowania…

…jeśli kiedykolwiek myślałeś, że ktoś wyolbrzymia problemy, wybierz się na norweskie spotkanie w pracy. Duże problemy będa omijane, a małe wyolbrzymione. Idealnie obrazuje ten wątek norweska bajka Vennebyen. Warto obejrzeć 🙂

Niektórzy z Was pomyślą, ze wyolbrzymiam. Pewnie macie rację. To są moje przykłady. Sytuacje, z kórymi ja miałam doczynienia.

Nie podoba mi się w pewnym stopniu norweska opieka zdrowotna. Co z tego że jest w większości przypadkach bezpłatna? Ja już wolę zapłacić i mieć rezultat. Przytoczę Wam sytuację z mojego życia. Poszłam z 3 miesięcznym dzieckiem do kontroli. Lekarka, którą dostaliśmy na zadawane pytania przeze mnie szukała odpowiedzi w encyklopedii…To nie żart.

Inna sytuacja. Musiałam wysyłać 100-kartkową dokumentację dotyczącą urlopu macierzyńskiego. Trafiłam na niekompetentną osobę, która robiła pod górkę w dodatku. Zazwyczaj w tej sprawie wysyła się tylko kilka dokumentów i odpowiedż otrzymuje się do ok 1 miesiaca. Ja musiałam wysłać tych dokumentów ogromna ilość i sprawa ciągła się przez 3 miesiące…

Każdy ma swoje przeżycia.  Ja mam swoje zdanie. Każdy ma swoje zdanie. Nie powinno się sugerować nigdy niczymi zdaniem 🙂 jeśli chcesz wyjechać, wyjedż i sam posmakuj życia za granicą. Może to co dla mnie nie jest fajne, dla Ciebie będzie. Ale pamiętaj… sam zachwyt naturą to nie wszystko!

Podsumowując Norwegia nie jest dla mnie krajem idealnym. A na pewno nie rajem, ale jak to mówią, wszędzie dobrze gdzie nas nie ma 🙂

 

Imigranci w Norwegii

W Norwegii obecnie (2018) mieszka  5 323 933 osób. W tym jest 916 625 obcokrajowców a w tej puli są  dzieci urodzone w rodzinach, których mąż lub żona lub oboje są obcokrajowcami – 169 964.

 

Uchodżcy z Syrii stanowią piątą największą grupę imigrantów. W styczniu 2018 roku było ich 27 400. ( w 2017 było ich 20 800). Jednak wśród imgrantów Polka dominuje z liczbą 98 200 osób. Kolejną są Litwini, o podwójnie mniejszej liczebności. I trzecie miejsce mają Szwedzi, z liczbą o 2600 osób mniejszą od Litwinów.

 

Te liczby doskonale obrazuje wykres SSB

Wracając do dzieci imgrantów, największą grupę stanowią dzieci z rodzin Pakistańskich i Somalii. Polacy pomimo największej liczebności ogółem, są na 3 miejscu.

W Norwegii bezrobocie wynosi obecnie 4,2%. Wśród imigrantów wynosi 9,9 %.  Największą grupę zawodową wśród Polaków stanowią pielęgniarki, nauczyciele, budowlańcy i sprzątaczki.

Najmniejsze zarobki mają imigranci z Afryki. Pielęgniarki-imgrantki zarabiają średnio 43 600 kr brutto miesięcznie, stolarze -imigranci 32 400 kr, a sprzątaczki 29 500 kr.

Jaka będzie wyglądała norweska przyszłość?

SSB szacuje, że w 2040 roku będzie ok 6 mln ludności w Norwegii.  Długość życia wzrośnie. Liczba emigrantów spadnie.

 

I na koniec dodam, że  ponad 20 000 imigrantów posiada obywatelstwo norweskie. Tutaj także wspomnę o tym, że Polacy nie mogą posiadac dwóch paszportów. Jeśli ktoś chce mieć obywatelstwo norweskie, musi zrzec się polskiego. Taki jest wymóg.

Najwięcej obcokrajowców jest oczywiście stolicy kraju-Oslo. Na prawie 680 000 populację, 15 tys to Polacy, a ponad 22 tys Pakistańczycy.

Norweska służba zdrowia

Członkostwo w norweskim systemie ubezpieczeń społecznych tzw Folketryden, otrzymuje się od pierwszego dnia pracy. Uprawnienia, które możesz nabyć to przede wszystkim możliwość świadczeń z Urzędu Pracy i służby zdrowia. Jako pracownik masz obowiązek płacić  składkę 8,2 % wynagrodzenia brutto na ubezpieczenie społeczne.

 

Służba zdrowia jest płatna. Jest to jednak tylko pewna część kosztów tzw wkład własny- egenandel.  Jeśli przekroczy się pewną sumę wydatków lekarskich w ciągu roku ( w 2018 roku ta kwota to 2025 kr i 2285 kr w zależności od rodzaju leczenia) otrzymuje się kartę bezpłatnego leczenia tzw frikort. Mając ta kartę każda kolejna wizytya lekarska w danym roku jest bezpłatna.  Każda wizyta u lekarza, taka podstawowa kosztuje ok 230 kr. Jeśli dochodzą do tego jakieś inne badania, cena wzrasta. Opieka w ciąży i dla dzieci do 16 roku życia  jest bezpłatna. Dzieci nie płacą za usługi medyczne i lekarza, psychologa, ambulatoryjnee, rentgeny, dojazdy na badania, lekarstwa.

Bezpłatna opieka w ciąży obejmuje wszystkie badania kontrolne u lekarza rodzinnego albo położnej, albo tu i tu. ( ja np korzystałam z usług położnej i lekarza bezpłatnie, równocześnie i bezpłatnie). Jeśli ciąża rozwija się prawidłowo, bezplatne są 2 badania USG, pod koniec 3 miesiąca i w okolicach 7 miesiąca. Poród jaki pobyt matki i dziecka w szpitalu jest bezpłatny. Nie trzeba także przygotowywać żadnej wyprawki do szpitala. Wszystko otrzymuje się na miejscu.

 

Jeśli ktoś jest z innego kraju i nie posługuje się norweskim lub angielskim ma praco do tłumacza. Musi tylko zawiadomić o tym personel medyczny kilka dni wcześniej. Dany ośrodek zdrowia ma obowiązek zapewnić tłumacza, jeśli jest on konieczny.

W Polsce weszły właśnie e-recepty i e-zwolnienia lekarskie. W Norwegii to nic nowego 🙂

Od dawna bowiem funkcjonuje elektroniczny system wypisywania zwolnień i recept. W praktyce wygląda to tak, że podczas każdej wizyty lekarskiej, lekarz wprowadza do systemu wszystkie dane dotyczące stanu zdrowia oraz wpisuje recepty. W ciągu max 2 minut po wizycie pod danymi pacjenta są już archiwizowane przepisywane lekarstwa. I teraz taki pacjent może udać się do obojętnie jakiej apteki, podać swój norweski numer personalny i u aptekarki pojawi się lista wszystkich dotychczasowych, przepisanych lekarstw.  Jeśli widzi ona, że data jest bieżąca to zazwyczaj nie pyta których lekarst  potrzebujemy, tylko daje to co jest zapisane pod daną datą. Recepty są ważne przez rok, więc przykładowo, jeśli braknie nam danego leku, to idziemy za jakiś czas ponownie do apteki, podajemy numer personalny i wybieramy lek na receptę, który został już przepisany przez lekarza. wyjątek stanowią lekarstwa, których nie można brac długo. Wtedy pojawia się informacja, że należy skonsultować się z lekarzem.

Zwolnienia lekarskie działają też bardzo sprawnie. Po wizycie lekarskiej, lekarz wystawia zwolnienie, które wysyłane jest do systemu zw.Altinn. Z tego system pracodawca jak i Urząd Pracy mogą sobie pobierać wszystkie dokumenty. Standardowo pracodawca płaci za pierwsze 16 dni choroby. Potem świadczenia przejmuje NAV czyli Urząd Pracy.

Szczepienia w Norwegii są dobrowolne, każdy rodzic ma prawo decydować czy chce korzystać z tego przywileju. Norweski system szczepień obejmuje 10 chorób, cykl trwa od 3 miesiaca życia do 16 lat. Szczepi się na  błonice, teżec, krztusiec, odrę, świnke, różyczkę, grużlicę,HPV, zkażenia pneumokokowe, poliomyelitis i infekcja Hib.

 

Wizytę lekarską można zamówić przez telefon, smsem lub przez specjalną aplikację na telefon. Czas oczekiwania na wizytę u swojego lekarza rodzinnego to zazwyczaj min.  1 tydzień. Okres wydłuża się w przypadku urlopów. Na przykład chcąc się umówić na wizytę u swojego lekarza rodzinnego początkiem lipca, możemy dopiero otrzymać ją początkiem sierpnia. Jeśli nie możemy tak długo czekać otrzymamy przydzielenie do inengo lekarza na zastępstwie. W nagłych sytuacjach możemy zamówić tzw akutt time. W tym celu trzeba zadzwonić do przychodni w ten sam dzień miedzy 8.00-8.30. Wtedy w ciągu 2-3 h powinniśmy być już u lekarza.

 

Myślę, że przybiżyłam Ci już najważniejsze zagadnienia związane ze służbą zdrowia w Norwegii. Jeśli jest coś co Cię interesuje w tym temacie, zostaw komentarz 🙂

Norweskie zarobki i standard życia

W Polsce o zarobkach się nie mówi. A już na pewno nie na spotkaniach towarzyskich. W Norwegii jest tak samo. Jest tylko jedna mała różnica. Tutaj wszyscy wiedzą kto ile zarabia. Ba! Mogą nawet sprawdzić sąsiada, znajomego, szefa ile zarabia rocznie i ile podatku płaci! Wystarczy wejść na stronę urzędu podatkowego, zalogować się i sprawdzić jak sobie radzi finansowo Twój znajomy 🙂 ale żeby sprawa nie była taka prosta- ten znajomy, którego sprawdzasz dostanie informacje o tym. Więc pytanie : Czy chcesz ryzykować znajomość przez ciekawość?

 

W Norwegii płace w określonych zawodach są regulowane ustawą. Wszyscy wiedzą jaka jest płaca minimalna w danej branży. Wystarczy wejść na linka Arbeidstilsynet .

Średnia miesięczna pensja Norweżki  to 40860 kr brutto,a  Norwega 47 140 kr. Najmniej, mając stały etat 100% możesz zarobić 25 000 kr , a najwięcej i jeszcze wiecej 105 000 kr ( przemysł naftowy oczywiście króluje). *

Dużo? Nie aż tak bardzo. Życie w Norwegii jest drogie. Mieszkanie w średniej dzielnicy, ok 60 mkv do remontu kupisz za 3- 3,5 mln koron. Do tego czynsz który wynosi średnio 3-4 tysiące koron. Lub wynajem kawalerki od 8.000 kr miesięcznie.  Paliwo ok 15 kr za litr. Chleb ok 40 kr za sztukę. Mleko ok 15 kr. Bilet miesięczny na komunikację miejską ok 800 kr. Słynne bramki norweskie od 50 kr w góre za przejazd w obrębie miasta. Przedszkole 3 000 kr miesięcznie. Obiad w restauracji dla dwóch osób ok 1000 kr. Pani do sprzątania od 250 kr/h…  itd… itp… Jeśli sobie to wszystko podliczysz nie zostaje aż tak dużo w budżecie do rozdzysponowania.

W norweskich firmach wszyscy zazwyczaj wiedzą ile kto zarabia, pomimo tego, że się o tym nie mówi. Tutaj jest komuna, tak jak kiedyś była w Polsce.

Jeśli masz auto za kilkasetek tysięcy koron, możesz być pewny, że policja będzie Cię zatrzymywać kilkakrotnie w ciagu miesiaca. Jeśli chcesz zapłacić w sklepie większą gotówką, możesz być pewny, że niedługo po tym otrzymasz list z pytaniem skąd miałeś taką sumę… Tutaj nawet sprzedawca liczy ile paczek pampersów kupujesz jednorazowo dla dziecka! To nie żart. Dygresja: pampersy akurat są prawie połowe tańsze niż w Polsce, więc wyobrażacie sobie ile paczek zostało już eksportowanych do Polski? 🙂

 

Przeciętny Norweg ma drewniany domek  do ok 5 mln kr o średnim standardzie wykończenia, w spokojnej, ale nie najdroższej dzielnicy. Jeżdzi Volvo albo Skodą. Ci bardziej szapnerscy poruszają się Teslą. Prawie każdy ma Panią do sprzątania w domu, nawet jeśli go na nią nie stać ( bo przecież zawsze przecież może urwać coś z godziny za niezadowalające sprzątanie). Dzieci i dorośli chodzą w markowych ciuchach, zgodnie z tutejszym przekonaniem, że jak jesteś dobrze ubrany to znaczy, że jesteś inteligentny. Chyba nie ma Norwega, który nie posiada w swoim domu (nie mówie o mieszkaniu) kominka, piwnicy zaadaptowanej na pokoje lub sale zabaw dla dzieci i biblioteczki z dużą ilością książek.

 

Dąży się do równości społecznej pod każdym względem. Wszyscy powinni mieć w miarę podobnie. A zarobki już nie są równe, więc to jest głowym powodem dlaczego się o nich nie mówi. Ta równość była bardzo widoczne kiedyś, ok 20 lat temu. Jednak teraz ,odkąd zaczęli napływać imigranci z innych krajów, akceptuje się coraz bardziej różnorodność i różny poziom bogactwa.

 

*dane z urzędu statystycznego SSB, rok 2017

 

Mój biznes w Norwegii – jak udało mi się zbudować dochodową firmę…

Mija już 5 rok odkąd zaczęłam prowadzić firme w Norwegii. I wogóle pierwszą w  swoim życiu. Polacy, mieszkający w Norwegii mogliby powiedzieć: a co to za wyzwanie prowadzić firmę sprzątającą. Zgadzam się- wyzwanie żadne. W końcu każdy potrafi sprzątać. Wszyscy wiedzą jak się porozumiewać na migi i każdy może sobie znależć biuro księgowe.

Wyzwanie zaczyna się w momencie kiedy chcesz aby Twoja firma była inna od wszystkich. Chcesz zbudować markę, która będzie się kojarzyła z dobrą jakością usług oraz stabilnością.

Czym kierowałam się otwierając i prowadząc firmę w Norwegii?

  1. Odwagą   – ludzie zazwyczaj boją się tego co nieznane i trudne. Ale w życiu nie można iśc na łatwiznę. Im trudniejsza droga tym satysfakcja większa. Do Norwegii przyjechałam w lipcu 2012 roku. W maju 2013 byłam już właścielką firmy sprzątającej.
  2. Cierpliwością   – nie chciałam mieć odrazu dużo klientów, nie proponowałam najniższej ceny na rynku tylko po to aby mieć dużo pracy. Wiedziałam, że proces budowania fimy musi trwać. Klienci muszą Cię poznać i Ja sama muszę poznać branżę. Bo tak na prawde nic o niej nie wiedziałam.
  3. Jakością  – kieruję się zasadą, że jakość pozostaje w pamięci dłużej niż cenę. Od samego początku dawałam z siebie 100 %. Chciałam wykonać najlepiej jak mogłam swoją pracę. Na początku sprzątałam sama, poznawałam klientów, dopiero potem z wiedzą którą posiadałam mogłam szkolić innych do tej pracy. Sprzątać może każdy, ale nie każdy potrafi to robić dobrze i dokładnie.
  4. Dyscypliną – w ciągu dnia sprzątałam, a wieczorami pracowałam nad marketingiem i stroną internetową. Wszystko robiłam sama. Siedziałam nieraz do północy i uczyłam się WordPressa. Postawienie strony zajęło mi 2 miesiące. Byłam z siebie dumna, że dałam radę i mogłam wszystko zrobić po swojemu.
  5. Nastawieniem na sukces -wiedziałam, że to droga do innego celu. Moim celem na emigracji nie było sprzątanie. Była to część większego planu, która dała mi możliwośći finansowe i naukę Norwegii.

Po roku pracy, miałam już jej na tyle dużo, że potrzebowałam pomocy. Zaczynałam od 1 klienta w maju 2013, a rok póżniej było ich już kilkunastu. Po kolejnym roku potrzebowałam kolejnej osoby do firmy, aby w 2015 przestać już sprzątać całkowicie i zająć się tylko zarządzaniem i kontaktami z klientami.

Przez 5 lat udało mi się stworzyć firmę sprzątającą ze stałą bazą klientów, którzy korzystają od początku z moich usług oraz w miarę stabilny zespół dziewczyn: samodzielnych, zorganizowanych, komunikatywnych. I tak na prawdę im zawdzięczam istnienie firmy. Gdyby nie ich jakość, moja firma by już nie istniała.

 

Co zrobiłam aby moja firma była dochodowa i atrakcyjna?

  1. Nauczyłam się języka norweskiego, co ułatwiło mi bezproblemową komunikację z klientami
  2. Poszłam na kurs księgowości, aby sama prowadzić ją u siebie w firmie
  3. Zrobiłam strone internetową, zamówiłam profesjonalne ulotki reklamowe i roznosiłam je po okolicach Oslo
  4. Prowadziłam aktywny dialog z klientami, co jakiś czas pytałam o ich zdanie na temat jakości sprzątania
  5. Nie pracowałam za najniższe stawki. Ceniłam swoją pracę
  6. Stawiałam na jakość nie na ilość
  7. Dziewczyny, które u mnie pracowały były ważniejsze od klientów. Wszystkie reklamacje, jeśli się już pojawiły, najpierw konsultowałam z nimi. Często wynikały one z winy klientów
  8. Zawsze płaciłam swoim dziewczynom w pierwszej kolejności
  9. Opracowałam jasne zasady wspólpracy z klientami, oparte na przygotowanych umowach
  10. Zawsze, regularnie płaciłam wszystkie podatki. Nigdy z nimi nie zwlekałam!

Jeśli potrzebujesz konsultacji. Chciałabyś/-ał założyć własną firmę w Norwegii, chętnie służę radą i pomocą. Jeśli się boisz podjąć tego kroku-tym lepiej. W końcu strach potrafi mobilizować 🙂

Jedziemy w ciemno czyli moje początki w Norwegii

To był 22.06.2012. Oslo, Norwegia. Początki nie były łatwe. Siedem przeprowadzek w ciągu 3 miesięcy!  Kilkadziesiąt przechodzonych kilometrów w poszukiwaniu pracy, do urzędów, punktów informacji. 102 godziny nauki języka norweskiego… Czas szybko leci. Zwłaszcza tu, w Norwegii.

Pomysł wyjazdu zrodził się szybko. Decyzje podjęliśmy w 5 minut. To był maj 2012 roku. Od dawna chcieliśmy gdzieś wyjechać. Jednak myśleliśmy o bardziej zachodnich kierunkach typu Niemcy, gdyż tam mieszka rodzina i kilku znajomych. Byłoby łatwiej- hipotetycznie. Robert przeczytał gdzieś jakąś opinie na temat Norwegii… coś w stylu ‘ jest tutaj jak w raju’. Więc chcieliśmy, chociaż przez chwile rozkoszować się tym rajem na ziemi.

Nasze początki były trudne. Norwegia staje się coraz bardziej hermetycznym krajem. Nie jest łatwo o pracę czy mieszkanie. Zwłaszcza nie znając języka norweskiego, który do łatwych nie należy. Przed nami piętrzyły się przeszkody. Już wydaje Ci się, że jest szansa, pojawia się nadzieja… i nic. Cisza. Zdarzały się sytuacje, że z dnia na dzień nie mieliśmy mieszkania. Pierwsze prace okazały się niewypałem. Mieliśmy chwile zwątpienia. Dodatkowo humorzasta pogoda. Poznaliśmy wiele osób. Polaków włącznie. Życzliwych i tych mniej przyjaznych. Byliśmy sami, w obcym kraju. Bez wiedzy o nim i informacji na temat życia tutaj. Ale trzeba przyznać, że w tym wszystkim dopisało nam szczęście. Cała nasza wiedza opierała się na przeczytaniu kilku artykułów i usłyszanym zdaniu ‘ jest tutaj jak w raju’. I z tą podstawa ruszyliśmy w podróż.

Norwegia to kraj wielkiego porządku. Chcąc tu znaleźć pracę czy mieszkanie trzeba wpaść w system. Wpaść w pewien łańcuch wydarzeń, które zainicjują kolejne. Coś jak popularna gra w węża na telefonach komórkowych. Musisz zbierać powoli, krok po kroku kawałeczki, które pomogą Ci tutaj przetrwać. Norwegia to nie przelewki. Są tutaj inne prawa. To nie Unia :p To kraj, do którego Ty się musisz dostosować. A nie on do Ciebie. A to wymaga pracy, dużej ilości pracy nad sobą.

Kasia ma lat 25, Robert 28. Jest nas dwoje .Nie mamy tutaj żadnych krewnych. Nie mieliśmy też żadnych znajomych jak przyjechaliśmy. Norwegia- to była dla nas JAZDA W CIEMNO. Co więcej, poza niewielkimi środkami finansowymi, nie byliśmy w ogóle merytorycznie przygotowani do wyjazdu. Wszystko było ‘na wariata’. Musieliśmy domknąć wiele spraw w Polsce typu zdanie egzaminów na uczelni, obrona prac magisterskich i inżynierskich, rezygnacja z prac, wypowiedzenie mieszkania… Oboje mieliśmy dosyć dobre perspektywy pracy w Polsce. Robert, wykwalifikowany inżynier budownictwa pracował jako kierownik i kosztorysant. Kasia rozwijała swoją karierę hotelarską. Miała nawet awansować w pracy. Musielibyście widzieć ten wyraz twarzy szefa kiedy zamiast przyjęcia awansu otrzymał on wypowiedzenie umowy. Przyszłość nie pisała się negatywnie. Jednak czegoś nam brakowało.

Jedna ze studentek mieszkających w Oslo chciała wynająć swój pokój na miesiąc, podczas gdy ona sama wyjeżdżała do Włoch. Napisała ‚kto pierwszy ten lepszy’. Traf chciał, że akurat zarejestrowałam się w ten sam dzień na serwis i dokładnie w tym momencie kiedy pokazało się jej ogłoszenie, ja na nie odpowiedziałam. Dziewczyna dotrzymała słowa. Byłam pierwsza. No to pierwszy, malutki krok za mną. Teraz musiałam jej powiedzieć, że nie przyjadę sama. Chciała wynająć pokój tylko jednej osobie… ale rozmowa przez Skype przekonała ją, że nie jesteśmy szkodliwą parą. Dogadaliśmy się w kwestiach ceny (3000 NOK za miesiąc wydawało nam się wtedy ogromną sumą do zapłaty) i przynajmniej to było pewne. Chociaż na początek mieliśmy dach nad głową.

Już będąc w Polsce zaczęliśmy wysyłać CV i listy motywacyjne w różne miejsca, jednak bezskutecznie. Firmy nawet nie odpowiadały na maila. A dlaczego? O tym napiszę potem. Przygotowaliśmy się finansowo – mieliśmy odłożone 10.000 zł. Myśleliśmy, że wystarczy nam na jakieś 3 miesiące pobytu w Norwegii.  Nie byliśmy świadomi tego jak bardzo się myliliśmy.

Przygotowaliśmy samochód pod względem technicznym (żeby nie było żadnych przygód na trasie), zaopatrzyliśmy się w podstawowe produkty spożywcze na początek, zorganizowaliśmy niezbędne dokumenty takie jak paszporty, karty EKUZ, ubezpieczenia turystyczne… Zapakowaliśmy po jednym garnku, talerzu, misce itp.

I ruszyliśmy na podbój norweskiego raju z nastawieniem, że jak nam się nie uda, to przynajmniej będziemy mieć fajne wakacje.

Snakker du norsk?

Jak już wcześniej wspomniałam- Oslo to miasto, którego nie znaliśmy w ogóle. Więc najpierw, przed wyruszeniem do centrum stwierdziliśmy, że dobrze jest coś poczytać w internecie na jego temat. Pierwsze na co spojrzeliśmy to fora internetowe, a tu tyle opinii i informacji ile ludzi. Po czasie stwierdzam, że większość ludzi którzy piszą na forach w ogóle nie ma pojęcia o temacie, na jaki się wypowiadają. Pierwsza wyczytana bzdura- którą początkowo wzięliśmy za prawdę to płatności za wjazd do centrum. Im bliżej centrum tym więcej się płaci. Miasto okrążają trzy obwodnice zwane Ring 1, 2 i 3. Za każde przekroczenie ‘ringu’ płaci się 30 nok. Hm… to trochę nam komplikowało sprawy. Z racji tego, że mieliśmy starannie wyliczone pieniążki na przeżycie, nie mogliśmy sobie pozwolić na taki luksus podróży samochodem. Tak więc pozostały nam spacery 15 km do centrum i z powrotem. Chodziliśmy tak przez tydzień, aż do momentu kiedy zweryfikowaliśmy informacje o bramkach i ringach.

Druga wyczytana bzdura z forów internetowych to płatność za parkingi. Wszędzie są płatne- czytamy. No to pięknie- na taki luksus też nas nie stać. Chyba jednak będziemy spacerować. Rzeczywistość okazała się inna. Owszem, parkingi są płatne, ale te które należą do firmy np QPark (tu cena wynosi od 10-80 nok za godzinę, w zależności od miejsca) Przy centrach handlowych też się płaci, ale zazwyczaj od 1 godziny do 3 godzin można parkować za darmo, tylko należy wziąć bilet darmowy z automatu. Czyli po prostu trzeba czytać znaki. ale jak tu czytać kiedy się nie zna języka? Często także płacić trzeba tylko w godzinach przykładowo 8.00-16.00 lub 9.00-17.00. Czasami w soboty też. W niedziele prawie wszystkie są darmowe.

Trzecia wyczytana bzdura- i najważniejsza to, że znając tylko język angielski można znaleźć pracę. Wiadomo- nie najlepszą, ale można się gdzieś ‘zahaczyć’. Tak może było kiedyś, jakieś 10 lat temu, ale czasy się zmieniły. Poprzeczka poszła w górę i niestety znajomość angielskiego owszem jest potrzebna. Przecież jakoś trzeba się na początku komunikować w sklepie, w urzędach, z innymi ludźmi. Ale żeby dostać pracę trzeba znać tutejszy język. Norweski.

Przechodziliśmy kilkadziesiąt kilometrów w poszukiwaniu pracy. Roznieśliśmy setki CV. Rejestrowaliśmy się we wszystkich możliwych agencjach rekrutacyjnych, odbyliśmy kilkanaście rozmów z właścicielami firm. I nic. Wszędzie kluczowym pytaniem było: ‘Snakker du norsk?’- czyli ‘ Mówisz po norwesku?’.

Pierwszym miejscem do którego się udaliśmy to był tutejszy Urząd Pracy- NAV. Tam zaproponowali nam spotkanie wprowadzająco- informacyjne na temat poszukiwania pracy w Norwegii. Udaliśmy się więc tam. Niestety muszę stwierdzić z przykrością, że nie powiedzieli nam na nim nic nowego, ani interesującego. Mogłabym nawet rzec, że trochę mieli olewający stosunek. Zniesmaczeni wróciliśmy do mieszkania i stwierdziliśmy, że chyba trzeba pierwsze zainwestować w kurs językowy…